Requiem Dla Snu
Radość
Nadeszła niespodziewanie
Zabierając wszystko, co miałem wcześniej
Przepływając przez każdą mą komórkę
Dla niej zrobię wszystko
Oddam jej całego siebie
Zawsze jest tylko jedna
Przyjaźń
Nadeszła niespodziewanie
Zabierając wszystko, co miałem wcześniej
Przepływając przez każdą mą komórkę
Dla niej zrobię wszystko
Oddam jej całego siebie
Zawsze jest tylko jedna
Miłość
Nadeszła niespodziewanie
Zabierając wszystko, co miałem wcześniej
Przepływając przez każdą mą komórkę
Dla niej zrobię wszystko
Oddam jej całego siebie
Zawsze jest tylko jedna
Śmierć
1915
Pustynia płacz usłyszała
Milionów serc rozkruszonych,
A Konstancja drży już cała.
Dobrze! Niech Turczyn się boi!
Łatwo mu było mordować
Bliźniego, niech teraz za to
Odpowie! Minerwo prowadź!
Oby nie wygrał znów Katon!
Lecz z Ciebie rzeźba jest naga,
Ta prośba jest niemożliwa.
Nad Chaczkarem dnieje szakal,
Kserkses sprawiedliwość wzywa.
Ale głos jego jest pusty,
Nad piaskami głuchy leci.
O kolejnym ludobójstwie
Zapomniano już na świecie.
Zmysły
I
Widziałem Cię kiedyś i byłaś wspaniała:
Cudowna, kochana, a serce Ty miałaś
Jak śniegi tak czyste, jak światło błyskawic
Płomienne, ogniste, stworzone by sławić.
Słyszałem Cię kiedyś stęskniona melodio,
Tętniącą magnolią, kwiecistą harmonią
Prawiosno Vivalda! Twe dźwięki zagrane
Jaśniejsze są niżli harmonia wszechplanet.
I czułem Cię kiedyś, Twój zapach, aromat,
Twój dotyk, też smak Twój, trzech zmysłów wszechkolaż.
I czułem, pragnąłem, nacieszyć nie mogłem
Jak piękność najczulsza uskrzydla mnie ogniem.
Kochałem Cię kiedyś – w poprzednich wcieleniach,
Lecz nigdy nie byłaś tak ważna jak teraz.
II
Znów widzę Cię teraz…I jesteś ohydna,
I gruba, aż tłusta, podobna do bydła.
Twój kolor? Atrapa gnijących roztoczy
I jeszcze są bielmem osnute Twe oczy.
Znów słyszę Cię teraz… Wciąż jesteś melodią,
Lecz teraz trzeszczącą, charkotu podobną.
Twe dźwięki? Próbuję pozbierać do grona –
Dziedziczą Erebu upiorny dysonans.
Znów czuję Cię teraz… ten fetor przebrzydły,
Osnuty cną mgiełką topazu – zgnilizny.
Twój dotyk i smak Twój? Też raczysz żartować.
Smaczniejsze mi były umarłych ust wrota.
Nienawidziłem Cię, tak czuję też teraz.
W jak różnych Cię zmysły malują odcieniach…
III
O zmysły! Jak wiele barw różnych i cieni,
Jak wiele w mym życiu zdołacie odmienić,
Jak wiele szczęścia, radości zobaczy,
Ten, który się potem pogrąży w rozpaczy.
Lecz gdy mi kolejną kochankę wskażecie
Raz jeszcze ja głupi posłucham was przecie
I znowu jej piękny poemat napiszę,
Tymczasem was jednak poproszę o ciszę…
Prosta Historia
Brat to brat
David Lynch
I
Pszenną tęczą ozłocony zboża łan
Falował wiatru rozbujany śpiewem,
Radosną melodię na fletni Pan grał -
Brak różnicy między ziemią, a niebem.
II
Nie żal mi mych połamanych gałęzi!
Nie żal mi wiecznego nic - nie - robienia!
Nie żal mi cudactwa, co chciwie nęci!
Nie żal mi mego marnego istnienia!
III
Żal mi tylko tych wszystkich straconych lat,
Choć wiem, że wciąż gdzieś na mnie czeka...
mój brat.
Czy Potrafię?
Kiedyś tęskniłem za Wami,
Teraz tylko - czarna pustka.
Kwiaty więdną między nami,
Nienawiść zamyka usta,
Więc szukam na serca mapie:
Czy ja jeszcze czuć potrafię?
Kiedyś kochałem cię Boska,
A teraz - uczucia nie ma.
Do czary sam wlewam rozpacz,
Doprawiam resztką sumienia
I ta myśl w głowę mnie drapie:
Czy ja jeszcze czuć potrafię?
Skończyły się me igrzyska.
Spytacie: Czy mam żyć dalej?
Ja powiem - dla widowiska:
Nietschego kiedyś czytałem
Litery na cyrografie:
BÓG UMARŁ!
- Ja nie potrafię!
Nicolo Paganini
Tyś, który w każdym kobiecym kaprysie
Uciech zażywał, jak w kamforze z winem…
Grą swą sprawiłeś, że nigdy nie minie
Każdy Caprice.
Tyś, który tonął w dwutonów głębinie,
Aby wypływać na pasażów fali…
Korweto Skrzypiec! coś morza rozpalił
Talentu mirem.
Tyś, który zrodził melodie ogniste,
Wrzące kohorty nut pędzącym smyczkiem
Pieściłeś rzewnie…
Coś Ty Auzonii zrobił, Paganini,
Że Ci Twój naród drugi pogrzeb czyni
Wykląwszy pierwiej?...
Przemijanie Vivaldiego
Wiosna rozsiała najpierw swoje piękno,
Radość raczkuje, rozkwita jak róża
I każdego dnia przebija swą wielkość.
Gdy ten krajobraz w dojrzałość się nurza
Szczęście oplata świat gałązką wina,
A co zaschnięte oczyści wnet burza.
Lecz później wszystko gnić, więdnąć zaczyna,
Płynie powoli, choć chciałoby pędzić.
Każdy zrozumie, że życie to kpina.
Gdyż potem przyjdzie czas chłodu i nędzy
I cały pejzaż osnuje się kirem
Cykl jest skończony - natura zwycięży!
...
Zostanie pamięć - ta jedna nie minie.
O wojnie naszej, którą wiedziem z Kościołem, Niebem i Bogiem
Pokój – szczęśliwość, ale bojowanie
Z bytem podniebnym Mój Srogi Ciemności
Hetmanie Piekła – Niebieskiej Marności
Raz, ból, krew, gwałt, śmierć – jest naszym zadaniem.
Wzywasz do wojny na Erebie Panie,
Hordy Ifrytów stawiasz w gotowości,
Hymn ku czci Twojej wybrzmiewa już głośny:
Z Niebios Kopuły nic nie pozostanie.
Szatanie! stanę w tym odwiecznym boju!
Wątłych, niebacznych, rozdwojonych w sobie
Chrześcijan zdławię, pogrążę ich w gnoju,
Żeby się bardziej przypodobać Tobie!
Czyżbyś zdziwiony Sępie, że szyderca
Dla samej draki Twe słowa przekręca?
Ostatnia Noc
Wśród g r o m i c z n y c h pomruków z b u r z o n e g o Nieba
zstąpił On --
Ognistą Krwią
broczący Serafin.
Pyta tchem ostatnim tak:
- Czy Miłość mnie zdławi?
- N i g d y j u ż! -
Kocytu ptak
nad Jurą zaśpiewał.
Smęcące nad cmentarzem łkają szumem drzewa,
w girlandy strzyg przybrany, kruka spytał Rabi:
- Może po Śmierci dusza na duszę swą trafi?
- N i g d y j u ż! -
Poego ptak nad Biblią powiedział.
Nad straconymi płaczą drzewa, wierzby, morza losy:
- On n i g d y j u ż nie spotka kochanej kobiety.
Sunie ku niemu Ona --
Domina Od Kosy,
do ducha przenikają odory płanety.
Dusza Jego wpłynęła ponad toni lustra,
zdmuchnął więc swoją ś w i e c ę,
włożył Obol w usta.
Motto
Anieli!
Miserere mei!
Pegaz Samotny
Nad Tobą Niebios kopuła z gwiazd,
Pod Tobą Piekieł rozpadlin dna,
Samotny w Tobie powiada duch:
- Pegazie mój!
- Gnaj!
- Pędź!
- Skacz!
- Leć!
- Rusz!
Przed Tobą neon gasnących miast,
Ludzie, dla których Kartezjusz zgasł -
Już zakręcili na Ciebie bicz
Już rozciągnęli srebrzystą nić,
Chce Cię zatrzymać bezmyślna dzicz...
Nie stój, lecz wspomnij:
- Bądź wierny!
- Idź
Ojcze Nasz
Ojcze Nasz!
Który w Erebu
Otchłani zasiadasz,
Anhellią swą władasz!
Niech Tartaru siły
Powstaną z lawy Orizaby!
Wiktorię nad Bogiem Wszechmocnym
Daj nam dzisiaj!
Z Piekieł uwolnij Grzech i Śmierć -
Potomstwo Swe, by latorośli Edenu Plugastwem
Sycili. Napawaj nas Dobrem
I chroń nas ode Złego...
Starca...
Zew Cthulhu
Spójrz! tam na kopułę nieba,
Tam, gdzie wśród sióstr tli się Vega,
Tam Komet Król gna i znika
Wśród Dziur Czarnych Wężownika.
Zobacz! jak z głowy Centaura
Nowa jaśń w czerń się wydarła.
Popatrz! gdzie otchłanią błyska
Zgasłych gwiazd ponura iskra.
Gwiazdy lśnią jak przed wiekami –
Już nas Znak Bogów nie chroni,
Wnet pomrzemy – opętani,
Już ląd wschodzi z mrocznej toni!
Wstań! Przedwieczny! – Piekieł Królu,
Zbudź się z R'lyeh – Wielki Cthulhu.
On this Moonlit Night
I pass through Jasmine Fields
In the Broken Mirror
I see your Tormented, Shattered Soul.
And as I walk through the the Valley of the Shadow of Death,
Through the High Grass of Inner Despair,
Through the Gloomy Moor of Impending Doom
Trying to find pieces,
Put them back together,
Strengthen your Inner Communication
Rebuild the Church of Inner Truth
Mend shattered stained glass
I lonely wander under the mocking stars
Trying to find long lost constellations
Of Love, Friendship and Trust
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz